24 godziny. Ostre bicie żółtego zegara. Kiefer Sutherland jako Jack Bauer - jeden człowiek przeciwko całemu światu terrorystów i konspiratorów. Ten blog to moje spojrzenie na osiem lat wysiłków twórców zupełnie nowego serialu. Recenzje, opisy, kąśliwe uwagi... Zapraszam do lektury. I komentowania.
środa, 08 grudnia 2010
"24: Declassified - Trinity" by John Whitman

Pierwszego dnia przeczytałam 70 stron. Drugiego: 80. Trzeciego, wczoraj, zaliczyłam pozostałe 230 stron. Spędziłam nad tym pół dnia, mój mózg wieczorem zrobił sobie wolne.

Muszę przyznać, że była to satysfakcjonująca lektura. Whitman to dobra marka.

Ogólnie, jak pisałam, "Trinity" przedstawia proces werbowania Jacka do CTU. Mamy tu zatem Christophera Hendersona, który utrzymuje, że ludzie pokroju Jacka są potrzebni agencji, znajdującej się dopiero w powijakach, zaś z drugiej strony jest Ryan Chappelle, który walczy o utrzymanie funduszy na nowe CTU (w sumie w pewnym momencie zaczęłam go podziwiać ;) ) i zarzeka się, że "tacy ludzie jak Bauer NIGDY nie będą tu pracować!!!".

A Jack twierdzi, że woli zostać w CIA, bo prawdziwa akcja ma miejsce za granicą.

Jest to książka pełna smaczków dla osób, które pamiętają szczegóły z wczesnych sezonów (SPOILER Jack do Teri o Chappelle'u: “I think if I work for that guy I’ll end up shooting him in the head.” - do przypomnienia s3 ;) ) i wcześniejszych książek Whitmana (pojawia się tutaj kilka być może znanych nazwisk, jak obecna tu w jednej scence Mercy Bennett, która w "Cat's Claw" odegrała bardzo dużą rolę). Akcji, trzeba przyznać, mnóstwo. Przynajmniej jedna bęcka w głowę/ wybuch/ strzelanina (razem lub osobno) na godzinę. Wszystkie wątki są ze sobą powiązane, nawet niby poboczna sprawa molestowania dziecka przez księży z głównym wątkiem terrorystycznym. Ogólnie książka w odbiorze lżejsza od niektórych sezonów, bo np. polityki tu praktycznie nie ma. Jest za to Jack. Dużo, dużo Jacka. I Jan Paweł II. ;)

Naprawdę polecam jako dobrą zabawę dla osób, które nie boją się języka angielskiego i lubią czytać takie rzeczy.

A na zakończenie wkleję zdania, które kończyły również "Trinity". Zdania ukazujące ironię losu. I będące kolejnym smaczkiem. Wielki spoiler to nie będzie, skoro wiadomo, że Jack dla CTU pracował przez długie lata.
"“You ready to help us?” Christopher said.
Jack stood up and stretched. “Yeah. Just promise me I’m not going to have any more days like this.”
"

Przynajmniej jedna bęcka w głowę/wybuch/strzelanina (razem lub osobno) na godzinę
niedziela, 05 grudnia 2010
Przyznaję się

Spiraciłam książkę.

Ale szczerze, najpierw szukałam jej w polskich księgarniach online, żeby legalnie kupić i cieszyć się papierowym wydaniem.

Ale nie znalazłam. Poszukałam przez Google.

To tak dla zainteresowanych:

Z serii "24: Declassified" należy unikać książek Davida Jacobsa. Na amazon.com opinie jak jeden mąż są złe. Sama nie czytałam, choć w Empiku online jest dostępna jedna z trzech jego książek z tej serii.

Z książek Whitmana nieudana jest tylko "Cat's Claw". Czytałam. Pozostałe ("Veto power" z fajną postacią Kelly'ego Sharptona i wspomniane dwie notki niżej "Chaos Theory") są naprawdę udane i świetnie się je czyta.

Cerasiniemu nie udał się "Vanishing point". Pozostałe są bardzo czytalne ("Operation Hell Gate", czyli Jacka pierwszy występ w NY ;) i "Trojan Horse", tym razem z dużą rolą Tony'ego i... Milo Pressmana), choć IMO odrobinkę słabsze od twórczości Whitmana (który ma o tyle poczucia humoru, że np. Ruska niewielkiego wzrostu opatrzył nazwiskiem Malenkiy ;) ).

Spiraciłam "Trinity", również Whitmana, które podobno przedstawia proces przejścia Jacka z CIA do CTU, więc chronologicznie jest pierwsze. Recenzje bardzo dobre.

Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze "Collateral Damage" Cerasiniego. Polowanie trwa.

Jak przeczytam, to się pewnie wypowiem. Jak mi się spodoba, to podczas planowanej na czerwiec wizycie w Krakowie spróbuję ją mimo wszystko upolować w American Bookstore ;).

EDIT: Źle szukałam w tym Empiku. Są chyba wszystkie tomy. Tylko trzeba wyszukiwać bezpośrednio po tytułach książek. Ja przy poprzednim szukaniu wbijałam "24 Declassified" i prawie nic mi się nie pokazało...
EDIT2: Naszło mnie na zamówienie sobie obu brakujących książek, ale chyba najpierw się z tym prześpię. ;)

sobota, 04 grudnia 2010
8x14 - Wątpliwości

05:00-06:00

Terroryści żądają wydania Hassana. Chociaż prezydent Taylor się nie zgadza, Rob Weiss i generał Brucker przygotowują akcję, która ma pozwolić na przejęcie Hassana przez terrorystów. Eskortującym go Jackowi i Renee udaje się obronić. Terroryści rozpoczynają odliczanie do wybuchu bomby na Manhattanie.

***

Ojj, działo się. I to tak fajnie, że wpadła kolejna piąteczka z plusikiem.

Dwa fajne teksty:
pierwszy:
Cole (którego malusio było w tym odcinku, dla równowagi z poprzednim): And you trust [Chloe]?
Jack (tonem "masz mnie za idiotę?!"): With my life!
Po angielskiemu, bo mimo całego szacunku dla pracy michnika, tak brzmi lepiej ;).
drugi:
Bez bezpośredniego cytatu, ale przemowa prezydentowej na temat wydania Hassana. Niemal zaczęłam jej bić brawo. Trochę patetycznie, ale zrobiło wrażenie ;).

Uśmiechnęłam się na widok Christiny Cox w ładnej roli. Pół ekipy "F/X" znalazło robotę przy tym serialu. No dobra, nie pół. Para głównych bohaterów, ale w różnych sezonach ;).
Gwoli ścisłości: grający Rolliego, czyli głównego bohatera "F/X" Cameron Daddo dostał kilkuodcinkową, mało przyjemną fuchę w s7 (bodajże), zaś Christina Cox grała wtedy jego przyjaciółkę i partnerkę w biznesie efektów specjalnych, Angie. Ogólnie tu sobie dziewczę nie pograło za dużo, ale przynajmniej jej postać robiła, co do niej należało. I słuchała Jacka. ;)

Plan Weissa i generała Bruckera jest jednym z powodów, dla którego ten odcinek nie dostał 6. Jakoś mimo wszystko trudno mi uwierzyć, że ktoś na bardzo wysokim stanowisku wojskowym tak bardzo i w taki sposób sprzeciwiłby się swojemu dowódcy. Najsmutniejszy jest w tym wszystkim udział Weissa, którego, jeśli kiedyś lubiłam, to po tym numerze i wcześniej po próbie ud***enia Renee niniejszym przestałam. No i jakże wygodny w tym wszystkim jest domniemany zawał Kanina, ach ach. Jak generał przyszedł do Weissa ze swoim planem, momentalnie pomyślałam o udziale Jacka i Renee w eskorcie = tak łatwo to nie pójdzie. No i miałam rację. Najwyraźniej na wszystkie akcje trzeba posyłać agentów-samobójców. Pewnie dlatego Japończycy w czasie II Wojny Światowej byli tak skuteczni, ekhem.

Czy tylko ja to zauważyłam, tak nawiązując do owych skłonności samobójczych? Jack cały czas jest gotowy na śmierć. Idzie w najgorszy ogień, bez żadnego wahania, choćby mieli go zastrzelić jego właśni ludzie. Czy on nie ma córki i wnuczki, do których miał dołączyć po wszystkim? Czy po prostu uznał, że kolejnej takiej akcji nie przeżyje, więc niech się dzieje, co chce? Albo tak właśnie potraktował żądanie Hastingsa, żeby się w pełni zaangażował. Niby dopiero początek drugiej połowy sezonu, ale Jack jakby przygotowuje nas cały czas do bardzo możliwego tragic-endu (który, jak już wiemy, nie nastąpi ;) ).

Drugim minusem, choć malutkim, była dość sztucznie przeprowadzona dyskusja na temat udziału Hassana w obronie. Uciekają, nagle stanęli, Anil i Kief wymienili trzy zdania, znowu uciekają. Taki zgrzyt.

Ale Hassan się przynajmniej ostatecznie przydał ;).

Jeszcze trzy szczegóły:
1. nić nadziei: Tarin ma wątpliwości. Tylko na jaki temat? Wysadzenia Manhattanu czy bycia zamachowcem-samobójcą?
2. w sumie to ciekawe, że jeden młody Rusek kiepsko skończył przez przebywanie przy prętach, a wszyscy pozostali majtają nimi po całym mieście bez żadnej osobistej ochrony. Chyba, że im wisi choroba popromienna. Albo ja czegoś nie kumam/nie pamiętam/whatever.
3. Na cholerę im zegar przy bombie, skoro Tarin musi siedzieć przy niej do czasu wybuchu? Nie mógł zwyczajnie wcisnąć guzika o odpowiedniej porze? Ma to służyć zwiększeniu napięcia?

Jak pisałam, kolejne 5+. Za kupę akcji, moje dreszcze w trakcie, uśmiech podczas seansu (zawsze się uśmiecham, jak się fajnie ogląda), fajną muzyczkę, która w scenach z terrorystami czasami nabierała klimatu arabskiego, a z minusów trochę dziwny spisek i momentami kiepskawe aktorstwo. Dana mnie nie denerwowała (wow), choć tylko zabieganiem całego stada można usprawiedliwić to, że nikomu nie wydaje się podejrzane jej wyciąganie telefonu komórkowego po każdym otrzymaniu ważnych informacji. ;)

wtorek, 30 listopada 2010
To były czasy

Jestem dumną posiadaczką sześciu tomów z serii "24: Declassified". Ostatnim z posiadanych jest "Chaos Theory" Johna Whitmana. W dawnych czasach robiłam przymiarki do przetłumaczenia tego na polski, ale pary zabrakło i nie miał tego kto czytać.

Ale tak mnie naszła ochota na przełożenie jednego fragmentu i wklejenie go tutaj. Tak w ramach rekompensaty za brak recki.

Wzięte ze środka książki. Nie wiem, czemu lubię ten fragment. Coś w sobie ma. ;)

"– Dość z tym jak–się–pan–ma – rzekł Pascal, siadając na brzegu stołu, który zatrzeszczał pod jego ciężarem. – Nakazałem lokalnym służbom i krajowym egzekutorom sądowym biegać po całym mieście w poszukiwaniu Jacka Bauera. Ten sukinkot kopnął mnie w przyrodzenie, a jeden z waszych ludzi rozbił mój ładny, rządowy samochód. Ktoś musi mi wyjaśnić, co się do diabła dzieje, i musi to zrobić natychmiast!

Pascal nie podniósł zanadto głosu, ale pełne złości dudnienie w jego piersi połączone z jego rozmiarem czyniły go złowrogim.

Niestety, był w pomieszczeniu pełnym ludzi, których ciężko było onieśmielić.

– Nie jestem pewien, co możemy panu powiedzieć, szeryfie – odrzekł spokojnie Henderson. – Ale pracujemy nad delikatną sprawą.

– Jack Bauer jest w terenie – dodał Chappelle. Dochodził do siebie powoli, ale systematycznie. – Spodziewamy się, że pozostanie tam przez jeszcze jakiś czas, głęboko pod przykrywką. Może nie być w stanie... się... z nami... skontaktować... przez...

Chappelle ucichł ze zdumienia, ponieważ Jack Bauer właśnie wszedł głównym wejściem.

 

11:07 czasu pacyficznego
Siedziba główna CTU, Los Angeles

Jack wszedł do siedziby głównej CTU zmęczony, głodny i ranny. Dwukrotnie postrzelono go w tę samą rękę, a ponadto został pobity, skopany i potrącony przez samochód. Był gotowy na dalsze przeszkody.

Więc można było mu wybaczyć moment strachu, kiedy ominął zdumione twarze analityków w CTU, wszedł do sali konferencyjnej i zastał szeryfa Pascala, czekającego na niego. Wielki mężczyzna zeskoczył ze stołu, na którym siedział i ruszył na Jacka jak lawina.

Jack wyciągnął pistolet zza paska i wymierzył w beczkowatą pierś Pascala.

– Stój – rzekł spokojnie.

Całe 130 kilogramów szeryfa zamarło.

– Jestem niewinny – rzekł zwyczajnie Jack. – I przepraszam, że cię kopnąłem. Ale jestem też w bardzo złym humorze, więc jeśli postawisz jeden krok dalej, zastrzelę cię."

Mlask mlask? ;)

Fajny tom. Jeden z najfajniejszych :)

czwartek, 25 listopada 2010
5 urodziny!

Rok temu zastanawiałam się, czy ten blog przetrwa w formie aktywnej do piątych urodzin. Już wtedy miałam mało zapału do serialu (o czym wybitnie świadczy zrobienie półrocznej przerwy w oglądaniu po 9 odcinku, choć było to spowodowane również czym innym, o czym niżej), ale mój upór każe mi dokończyć "dzieła" - obiecuję, że prędzej czy później na tym blogu będą recki WSZYSTKICH odcinków ze wszystkich sezonów. Nie tylko s8, ale też s2, który również zaczęłam oglądać i przerwałam.

Przerwanie oglądania w kwietniu było spowodowane siłami wyższymi: kończyłam studia, co wiązało się z masakryczną ilością egzaminów, również ustnych. Skończyłam je w lipcu, przez wakacje myślałam o oglądaniu "24", ale oczywiście nic z tego nie wyszło, zaczęłam pracować w zawodzie wyuczonym (jestem na stażu), dorabiam teraz pokątnie i znowu nie ma sił i czasu. Ale spokojnie, dokończę.

Ciężko nazwać obecny ruch na blogu formą aktywną, ale też nie mam zamiaru zmuszać się do oglądania. Oglądam i reckuję, kiedy mam ochotę, w ten sposób całość wychodzi lepiej (jakby mogła wychodzić dużo gorzej, phi).

Więc proszę tu zaglądać. Zasubskrybować RSS. Komentnąć od czasu do czasu. Raz na tydzień albo dwa coś się tu może pojawi.

A na zakończenie notki tort. Smacznego ;)

niedziela, 21 listopada 2010
8x13 - Lwice

04:00-05:00
Chloe udaje się uruchomić kilka systemów w CTU. Terroryści przewożą pręty nuklearne do miasta. Dana Walsh ostatecznie zabija kuratora Kevina, kontaktuje się z terrorystami, obiecując pomoc przy transporcie prętów.

04:00-05:00
Chloe udaje się uruchomić kilka systemów w CTU. Terroryści przewożą pręty nuklearne do miasta. Dana Walsh ostatecznie zabija kuratora Kevina, kontaktuje się z terrorystami, obiecując pomoc przy transporcie prętów.
***
Gdybym nie czytała spoilerów, byłoby 6. A tak będzie 5+. ;)
Bardzo babski odcinek, w pozytywnym tego określenia znaczeniu. Wprawdzie Chloe z jej chęcią wyruszenia na odsiecz Jackowi w pewnym momencie zaczęła mnie solidnie irytować, ale to był jedyny minus w jej występie podczas tej godziny. Potem nastąpiło wymyślenie genialnego planu, pogonienie gnatem agentów NSA (już myślałam, że facet, który go potem wziął do ręki, wykrzyknie "Przecież to zabawka!"), dyskusja z Hastingsem i pełne swoistego uroku wykonanie planu ("Jeśli nie zostanę porażona prądem..."). Normalnie dziewczę ma jaja.
Swoją drogą, scena z pistoletem przypomniała mi słynną akcję w s4 (bodajże), kiedy to Chloe, wyposażona w broń dużego kalibru, dzielnie wystrzelała atakujących ją terrorystów ;).
Druga lwica: Renee. Po telefonie od Chloe zastanawiałam się, co ona może zdziałać, ale najwyraźniej ma radar nastawiony na Jacka, bo oczywiście pojawiła się w ostatniej chwili, by pojedynczymi kulami (po tym, jak panowie powystrzelali bez skutku kilka magazynków) uratować panów i sytuację. Renee to the rescue! Przy okazji okazało się, że Jack nie jest tak do końca kuloodporny, aczkolwiek takie zapadnięte płucko (przez które chyba powinno się znaleźć w szpitalu na jakiś czas) zrobiło na nim tyle wrażenia, co wybuchnięta kilka metrów od niego bomba na terroryście dwa odcinki temu (otrzepał się i poszedł).
Trzecia lwica: Dana. Łojezu, oto sposób na dodanie jej nieco charakteru! Wędruje do Motywów, punkt: Zdrady.
Tak odchodząc od lwic, a wracając do tego, co napisałam w czasie oglądania.
Hastings też zarobił kilka plusów podczas tej godziny. Najpierw fajowy, acz zupełnie logiczny tekst o pisaniu raportów długopisem w notesie. Potem moja radocha po pozwoleniu Chloe na działanie. Następnie doskonała znajomość metod gnębienia ludzi: wysyłanie Haynama na pomoc Chloe było wyjątkowo wredne ;). A tak swoją drogą, czy na początku miał jakieś problemy z serduchem?
Strzelanina w porcie była bardzo przyjemnym elementem odcinka. Oczywiście terroryści wykazywali się większą znajomością umiejętności Jacka od pracujących z nim agentów (może poza Colem), a co za tym idzie, nadeszła jakże wyczekiwana przeze mnie śmierć Owena. Dwóch agentów padło trupem, bo nie słuchali Jacka. Oczywiście. Co za idioci.
Z uwag pobocznych:
1. jak długo Renee siedziała w mieszkaniu Jacka? Ciągle stoi i nawet nie zdjęła butów. ;)
2. czy do bycia kuratorem trzeba być szczególnie upierdliwym?
3. I ostatni w tym odcinku uroczy tekst Chloe: "Źle znoszę pochwały" :D
To smutne, że tak się cieszę z powodu odcinka, który jakością nie powinien się niczym wyróżniać wśród pozostałych..04:00-Chloe udaje się uruchomić kilka systemów w CTU. Terroryści przewożą pręty nuklearne do miasta. Dana Walsh ostatecznie zabija kuratora Kevina, kontaktuje się z terrorystami, obiecując pomoc przy transporcie prętów.

***

Gdybym nie czytała spoilerów, byłoby 6. A tak będzie 5+. ;)

Bardzo babski odcinek, w pozytywnym tego określenia znaczeniu. Wprawdzie Chloe z jej chęcią wyruszenia na odsiecz Jackowi w pewnym momencie zaczęła mnie solidnie irytować, ale to był jedyny minus w jej występie podczas tej godziny. Potem nastąpiło wymyślenie genialnego planu, pogonienie gnatem agentów NSA (już myślałam, że facet, który go potem wziął do ręki, wykrzyknie "Przecież to zabawka!"), dyskusja z Hastingsem i pełne swoistego uroku wykonanie planu ("Jeśli nie zostanę porażona prądem..."). Normalnie dziewczę ma jaja.

Swoją drogą, scena z pistoletem przypomniała mi słynną akcję w s4 (bodajże), kiedy to Chloe, wyposażona w broń dużego kalibru, dzielnie wystrzelała atakujących ją terrorystów ;).

Druga lwica: Renee. Po telefonie od Chloe zastanawiałam się, co ona może zdziałać, ale najwyraźniej ma radar nastawiony na Jacka, bo oczywiście pojawiła się w ostatniej chwili, by pojedynczymi kulami (po tym, jak panowie powystrzelali bez skutku kilka magazynków) uratować panów i sytuację. Renee to the rescue! Przy okazji okazało się, że Jack nie jest tak do końca kuloodporny, aczkolwiek takie zapadnięte płucko (przez które chyba powinno się znaleźć w szpitalu na jakiś czas) zrobiło na nim tyle wrażenia, co wybuchnięta kilka metrów od niego bomba na terroryście dwa odcinki temu (otrzepał się i poszedł).

Trzecia lwica: Dana. Łojezu, oto sposób na dodanie jej nieco charakteru! Wędruje do Motywów, punkt: Zdrady.

Tak odchodząc od lwic, a wracając do tego, co napisałam w czasie oglądania.
Hastings też zarobił kilka plusów podczas tej godziny. Najpierw fajowy, acz zupełnie logiczny tekst o pisaniu raportów długopisem w notesie. Potem moja radocha po pozwoleniu Chloe na działanie. Następnie doskonała znajomość metod gnębienia ludzi: wysyłanie Haynama na pomoc Chloe było wyjątkowo wredne ;). A tak swoją drogą, czy na początku miał jakieś problemy z serduchem?

Strzelanina w porcie była bardzo przyjemnym elementem odcinka. Oczywiście terroryści wykazywali się większą znajomością umiejętności Jacka od pracujących z nim agentów (może poza Colem), a co za tym idzie, nadeszła jakże wyczekiwana przeze mnie śmierć Owena. Dwóch agentów padło trupem, bo nie słuchali Jacka. Oczywiście. Co za idioci.

Z uwag pobocznych:
1. jak długo Renee siedziała w mieszkaniu Jacka? Ciągle stoi i nawet nie zdjęła butów. ;)
2. czy do bycia kuratorem trzeba być szczególnie upierdliwym?
3. I ostatni w tym odcinku uroczy tekst Chloe: "Źle znoszę pochwały" :D

To smutne, że tak się cieszę z powodu odcinka, który jakością nie powinien się niczym wyróżniać wśród pozostałych...

niedziela, 14 listopada 2010
8x12 - Droga do celu

03:00-04:00
Tarin pomaga Kayli w ucieczce z rąk porywaczy, wysyła nieświadomą zagrożenia dziewczynę do CTU z EMP w bagażniku samochodu. Wskutek wybuchu CTU zostaje zniszczone.

***

Najpierw przeczytałam demota, który mnie wprawił w zły nastrój (demot kopiący w d*pę za przeproszeniem, ale linka nie podam, bo nie chcę tego powtarzać), potem na onecie zabrałam się za czytanie artykułu o morderstwach z zazdrości, więc w końcu weszłam na Baueropedię i sprawdziłam oceny tego odcinka, bo nie chciałam sobie już ostatecznie zepsuć humoru. Genialny, powiadacie? Zobaczymy.

Uwagi z oglądania:
8:29: Ciśnienie rośnie, Jack myśli błyskawicznie, Amis oczywiście padł trupem, bo nie posłuchał Jacka. Przebywasz z Jackiem = ryzyko Twojej śmierci gwałtownie wzrasta. Przeciwstawiasz się jego rozkazom = ryzyko śmierci wynosi 99%.
11:01: Muzyczka całkiem ładna ;)
16:35: Prady jako kurator nie jest idiotą i kłamstwo pewnie wyczuwa na kilometr. Dana wymyśliła całkiem miłą bajeczkę, pokrywającą wzburzenie po zabójstwie chłopaków.
17:42: Ciekawe odwrócenie ról Hassanów: teraz to Omar jest spokojny i łagodzi sytuację.
27:00: Zasięgnięcie spoilera o dalszych losach aktorki grającej Kaylę (znaczy "będzie w kolejnych odcinkach czy nie?") i możemy oglądać dalej.
29:19 (kogoś oglądającego ze mną pewnie zdążyłby już trafić szlag. Ale ponieważ oglądam sama...): 100 GB pendrive. Akcja tego sezonu podobno dzieje się w 2017. :> Wtedy taka pojemność pewnie byłaby już najmniejszą z dostępnych ;).
Oczywiście kłamstwo Dany na nic się nie zdało, bo Prady jest bardziej cwany, niż się wydaje.
38:46: Znowu ładna muzyczka... :)
Pod koniec już nie patrzyłam na licznik, ale serducho przyspieszyło.

Ogólnie bardzo. Dobry. Odcinek.

Który sobie zepsułam, więc będzie tylko 5.

5+. Ręce mi się trzęsą i robię literówki.

Mnóstwo akcji (Jack nie siedział na tyłku, tylko sobie pozwiedzał trochę Waszyngtonu), sporo emocji, ładne twisty (podejrzewałam, że Tarin przeżył), nie wiem, co napisać w podsumowaniu i jak zatytułować tę reckę (aczkolwiek do czasu publikacji ten problem zostanie rozwiązany, jak widać). Jestem im nawet w stanie wybaczyć wątek Dany, bo kurator dodał troszkę smaczku do całości tymi swoimi asami w rękawie.

Aż nabrałam ochoty na dalsze powtórki... s2. ;)

MUSIAŁAM zrobić screencapsa z jednej sceny. Spodobał mi się. Jest tutaj. Beznadziejny, ostrzegam.

Trochę pokrętne było to wszystko z niszczeniem obrony antyatomowej. CTU powinno na bieżąco robić jakieś kopie zapasowe i je wysyłać gdzieś na zewnątrz...

Recka do kitu, ale nigdy nie twierdziłam, że jestem w tym dobra. Poza tym, i tak nikomu nie zależy na tych moich uwagach, więc nie dbam o kontrolę jakości ;P.

PS.: Jeśli ktoś się zastanawia, co z joasui, donoszę, iż ma się dobrze, nadal żyje, choć czasem nieco za głośno hałasuje w tym zamkniętym pokoju w piwnicy. ;)
PS.2: Mam dziwne problemy z wklejaniem recek, które piszę najpierw w Notatniku (tym Windowsowym). Bezpośrednie stukanie notek na innego bloga nie wiąże się z tego typu emocjami. Blogasek pewnie protestuje. Może ma powody...

wtorek, 09 listopada 2010
8x11 - Ideały

02:00-03:00
Zamachowiec ze szpitala ostatecznie ginie. Jednym ze spiskowców związanych z bombą okazuje się być kochanek Kayli, Tarin. Dana ma dalsze problemy z Kevinem: zgłosił się do niej jego kurator.
***
Stwierdzenia z oglądania:
1. Marcos i Owen się potłukli? Nie pamiętam, a poprzedni odcinek mi się zaciął przy końcu...
2. W sumie Kayla jak na Muzułmankę nie jest specjalnie ortodoksyjna. Tak bliskie stosunki z facetem spoza rodziny?
3. Wątki najbardziej marnujące czas: problemy Hassanów i DANAAAAA!!!
4. Jack stosuje ładne metody perswazji ;) [groźba zabicia matki Marcosa]
Stwierdzenia po obejrzeniu:
ad.3: Fajnie, że mimo wszystko powiązali wątek Kayli z głównym spiskiem, tym samym zyskał on większy sens od tej durnoty z Daną.
Co do Dany, wprawdzie znam część spoilerów z dalszych losów tej postaci, ale to, co się teraz dzieje, wywołuje u mnie tylko irytację.
ad.4: Jack ma pewną reputację, jeśli chodzi o bezwzględność w działaniu, ale czy rzeczywiście byłby skłonny w ten sposób uśmiercić niewinnego cywila? Jego ślepia w interkomie wyglądały cokolwiek przekonywująco, ale nie sądzę, by zrobił coś takiego.
Odcinek wywołał u mnie nieco mniejsze emocje, niż poprzedni. Dużo siedzenia na tyłku w jednym miejscu, gadanie, dalszy ciąg wątku Dany (bleh, daliby nam od niej odpocząć), chociaż Marcos zafundował nam ładny twist na koniec. No i rzeczywiście, z pojawienia się mamusi coś jednak wynikło.
To teraz będziemy się bać o Kaylę.
Czwóreczka.

02:00-03:00
Zamachowiec ze szpitala ostatecznie ginie. Jednym ze spiskowców związanych z bombą okazuje się być kochanek Kayli, Tarin. Dana ma dalsze problemy z Kevinem: zgłosił się do niej jego kurator.

***

Stwierdzenia z oglądania:

1. Marcos i Owen się potłukli? Nie pamiętam, a poprzedni odcinek mi się zaciął przy końcu...
2. W sumie Kayla jak na Muzułmankę nie jest specjalnie ortodoksyjna. Tak bliskie stosunki z facetem spoza rodziny?
3. Wątki najbardziej marnujące czas: problemy Hassanów i DANAAAAA!!!
4. Jack stosuje ładne metody perswazji ;) [groźba zabicia matki Marcosa]

Stwierdzenia po obejrzeniu:
ad.3: Fajnie, że mimo wszystko powiązali wątek Kayli z głównym spiskiem, tym samym zyskał on większy sens od tej durnoty z Daną.
Co do Dany, wprawdzie znam część spoilerów z dalszych losów tej postaci, ale to, co się teraz dzieje, wywołuje u mnie tylko irytację.
ad.4: Jack ma pewną reputację, jeśli chodzi o bezwzględność w działaniu, ale czy rzeczywiście byłby skłonny w ten sposób uśmiercić niewinnego cywila? Jego ślepia w interkomie wyglądały cokolwiek przekonywująco, ale nie sądzę, by zrobił coś takiego.

Odcinek wywołał u mnie nieco mniejsze emocje, niż poprzedni. Dużo siedzenia na tyłku w jednym miejscu, gadanie, dalszy ciąg wątku Dany (bleh, daliby nam od niej odpocząć), chociaż Marcos zafundował nam ładny twist na koniec. No i rzeczywiście, z pojawienia się mamusi coś jednak wynikło.

To teraz będziemy się bać o Kaylę.

Czwóreczka.

niedziela, 07 listopada 2010
8x10 - Młody

SURPRISE!!!

Czwóreczka. Tak na wstępie. Choć jedno trzeba przyznać: na początku czułam dreszczyk (już samo bicie zegara podnosi mi ciśnienie), potem musiałam pilnować, żeby nie zaciskać zębów.
Odcinek w gruncie rzeczy średniawy. Pojawił się młody terrorysta, który wprowadził do akcji również swoją mamusię (coś MUSI z tego wyniknąć), młody antyterrorysta ma niepowtarzalną szansę pracować z legendą (którą Jack musiał się stać po tych wszystkich akcjach ratowania mniejszego lub większego obszaru kraju), chociaż podczas akcji w szpitalu tylko czekałam, aż zginie. Niestety, los młodzików to jeden z podstawowych motywów w filmach akcji: niemal każdy prędzej czy później kończy jako trup. Wszystko przedtem to przedłużanie agonii.
Szczerze powiedziawszy, po prawie 7 miesiącach przerwy w oglądaniu trochę ciężko wystawić ocenę. Ta czwórka to po prostu moje pierwsze odczucie. Mogłaby być z plusem. Ale nie będzie. Odcinek nie za nudny (tylko biedacy wciąż muszą ciągnąć watek Dany, żeby się widzowie nie pytali, co z nią i jej chłoptasiem), ale też bez szczękopadu ani jakichś większych emocji.
Spostrzeżenie na koniec: mam do nadrobienia jeszcze "House'a", którego oglądanie też przerwałam w kwietniu. Ale ponieważ spoilery HMD znam lepiej, niż "24", to ten drugi serial postanowiłam tknąć...
Ankiety z przyciskami nie będzie, ale może będzie komentarzowa: czy resztę recek mam zamieszczać dopiero po obejrzeniu wszystkich odcinków do końca, czy publikować na bieżąco? Oba warianty mogą trochę się przeciągnąć, więc mi wsio ryba.
PS.: Czy ktoś się czymś zdziwił? I nie chodzi o pojawienie się recki jako takiej...SURPRISE!!!

01:00-02:00
Farhad Hassan zostaje śmiertelnie postrzelony tuż zanim CTU zdołało do niego dotrzeć i go przesłuchać w sprawie prętów. Ciało posłużyło za przynętę na terrorystę, który pojawia się w szpitalu z bombą przypiętą do klatki piersiowej. Kayla, córka prezydenta Hassana, ucieka ze swoim kochankiem. Budynek ONZ zostaje ewakuowany z powodu zagrożenia radioaktywnego. Hassan jednak zostaje na miejscu.

***

Czwóreczka. Tak na wstępie. Choć jedno trzeba przyznać: na początku czułam dreszczyk (już samo bicie zegara podnosi mi ciśnienie), potem musiałam pilnować, żeby nie zaciskać zębów (bo to niezdrowe, a mam już dość problemów ze swoimi stawami skroniowo-żuchwowymi).

Odcinek w gruncie rzeczy średniawy. Pojawił się młody terrorysta, który wprowadził do akcji również swoją mamusię (coś MUSI z tego wyniknąć), młody antyterrorysta ma niepowtarzalną szansę pracować z legendą (którą Jack musiał się stać po tych wszystkich akcjach ratowania mniejszego lub większego obszaru kraju), chociaż podczas akcji w szpitalu tylko czekałam, aż zginie. Niestety, los młodzików to jeden z podstawowych motywów w filmach akcji: niemal każdy prędzej czy później kończy jako trup. Wszystko przedtem to przedłużanie agonii. Swoją drogą, to niezły dowcip, żeby "Spokojnie..." mówił ten z młodych, który zdecydowanie bardziej się pocił.

Szczerze powiedziawszy, po prawie 7 miesiącach przerwy w oglądaniu trochę ciężko wystawić ocenę. Ta czwórka to po prostu moje pierwsze odczucie. Mogłaby być z plusem. Ale nie będzie. Odcinek nie za nudny (tylko biedacy wciąż muszą ciągnąć watek Dany, żeby się widzowie nie pytali, co z nią i jej chłoptasiem), ale też bez szczękopadu ani jakichś większych emocji.

Spostrzeżenie na koniec: mam do nadrobienia jeszcze "House'a", którego oglądanie też przerwałam w kwietniu. Ale ponieważ spoilery HMD znam lepiej, niż "24", to ten drugi serial postanowiłam tknąć...

Ankiety z przyciskami nie będzie, ale może będzie komentarzowa: czy resztę recek mam zamieszczać dopiero po obejrzeniu wszystkich odcinków do końca, czy publikować na bieżąco? Oba warianty mogą trochę się przeciągnąć, więc mi wsio ryba.

PS.: Czy ktoś się czymś zdziwił? I nie chodzi o pojawienie się recki jako takiej... Ani nie o beznadziejność wpisu...

piątek, 16 kwietnia 2010
8x09 - Nowe zastosowanie
24:00-01:00
Biały Dom usiłuje zwalić winę za nieudaną akcję u Rosjan na Renee. Jack protestuje, ale w zamian za rezygnację z postawienia zarzutów musi się w pełni i do końca zaangażować w sprawę. Pręty nuklearne przejmuje grupa z sił zbrojnych Kamistanu, która chce zrobić z nich bombę. Cole wtrąca się w problemy Dany, wszystko kończy się strzelaniną.

***

Jak to raz stwierdziła JH z ks24.net, "tytuły recenzji są tak samo twórcze, jak niektóre wątki w serialu" ;).

Luźne uwagi:
1. Rob Weiss taki fajny się wydawał, a teraz od razu szuka kozła ofiarnego? Nieładnie.
2. parzysty sezon -> idziemy w atomówki. Powiem szczerze, nie jest to zaskakujące, skoro pewnie sami twórcy albo specjalnie stworzyli, albo wychwycili niechcący wytworzony schemat.
3. Farhad niespecjalnie ma wybór przy takiej przewadze "wroga", musi się zgodzić na wykorzystanie prętów, jeśli chce przeżyć. A przynajmniej udawać, że się zgadza.

Wady? Dużo gadania. I ciągle mało Jacka, choć faza na Kiefera minęła mi już dawno.
Zalety? Wszystko pozostałe ;). Fajna muzyka była, zwłaszcza na początku. Przemowa Jacka w obronie Renee ("Też kiedyś siedziałem na tym krześle" - aż dziwnie jest myśleć, że "siedział na tym krześle" w czasach s1, co było tak szalenie dawno temu, że się prawie nie pamięta) była bardzo emocjonalna. Nawet wątek Dany tym razem nie wkurzył, bo szczęśliwie do czasu głośnego finału widzieliśmy ją dwa razy, a jak już przyszło co do czego, to Cole stał się twardzielem i wiedział, kiedy wystrzelić ze strzelby.

Spoilerów nie czytam za dużo, ale i tak mogę się domyśleć, że Farhad swojej krótkiej przygody nie przeżyje.

Hej! Drugiego Hassana w ogóle nie było! I prawie w ogóle Białego Domu! Co się stało? Gdzie te wkurzające wypełniacze?! ;)

Znaczy fajny odcinek. Taki na 5.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40